sobota, 27 lutego 2016

Leniwiec i jego naturalne środowisko.


Wmawiajcie mi, że jestem leniem. Proszę bardzo. Zaniedbuję bloga na prawie 20 dni i nic sobie z tego nie robię. Wiem, jestem beznadziejna i w ogóle, nie powinnam się brać za bloga, skoro miałam pojęcie o tym, że wrzucanie postów będzie tak wyglądać. 
Bo miałam pojęcie. 
Ale zaraz! 
Wcale nie jestem taka zła. 
Ostrzegałam Cię na początku. 
Czyli wyszło na moje! ^^


To nie jest tak, że nie mam z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia. 

To nie jest tak, że kompletnie zapomniałam o tym blogu.

To nie jest tak, że po prostu mi się nie chciało.

No, może trochę tak jednak jest.

Już zakładając Nieskładnie. zdawałam sobie sprawę z tego, że będę to zaniedbywać. Nie ukrywam - nigdy nie byłam osobą systematyczną i miałam jakąś nadzieję, że to miejsce pomoże mi to zmienić. Jak widać moje nadzieje szybko legły w gruzach.
Nie uważam, żeby lenistwo było czymś złym. Oczywiście odpowiednio dawkowane i kontrolowane. Każdy potrzebuje co jakiś czas totalnie wszystko olać i nazbierać sił i pomysłów do dalszego życia. Szczególnie, jeśli to życie zawiera w sobie prowadzenie bloga.


Biłam się z myślami prawie tydzień. Zbierałam się do kupy, aż w końcu udało mi się spiąć tyłek i stworzyć tego posta. Przez te kilka(naście) dni miałam ochotę zwinąć się w burito smutku i przeczekać zimę niczym rasowy niedźwiadek. No cóż, ze mnie jest chyba stworzenie bardziej społeczne, niż się spodziewałam. 
Korci mnie, żeby napisać, że musiałam przemyśleć mnóstwo spraw, stąd ta przerwa, ale po co się okłamywać. 

Złapałam po prostu totalnego lenia i musiałam odmóżdżyć się jeszcze bardziej niż zwykle :P
Ale za to odkryłam swoje powołanie i poszłam za głosem serca! Naprawdę!


Pamiętajcie - bycie leniwcem, o ile jest to kontrolowana egzystencja, nie jest niczym złym!
Wszystkim serdecznie polecam! :)



wtorek, 9 lutego 2016

Nazwisko zobowiązuje.

Cały czas słyszę od ludzi bez poczucia humoru teksty odnośnie mojego zachowania. Niektórzy nie potrafią przeżyć faktu, że cały czas jestem uśmiechnięta a jeszcze inni patrzą z przerażeniem, jak wygłupiam się przed aparatem. Ale co ja mogę na to poradzić? 
Inaczej nie potrafię, naprawdę lubię być sobą!

  

Ktoś kiedyś powiedział, że moje zachowanie to skutek nazwiska. Potrafię wywrócić się na prostej drodze, zostawić klucz w zamku drzwi wejściowych do domu i pójść do szkoły, połamać zęby na schodach w pierwszym tygodniu nowego gimnazjum i uderzyć głową w róg szklanej gabloty. Jestem zdolna, to trzeba mi przyznać. Dzisiaj na przykład trzy razy stuknęłam głową w tą samą lampę, wstając od stolika we Frankie's. A za każdym razem próbowałam zapamiętać, że ona tam jest.
Gamoń to Gamoń - nazwisko naprawdę zobowiązuje.


Z początku chciałam pominąć fakt, że nie potrafię zrobić normalnej miny na zdjęciu, ale w sumie niby czemu mam tego nie komentować?
Ano tak - nie wiem, jak to skomentować. Może po prostu chodzi o to, że nie lubię stać przed obiektywem aparatu i zwyczajnie próbuję zniechęcić osoby po drugiej stronie głupimi minami? Już dawno rozgryzłam, że to ich tylko przyciąga, ale jakoś tak lubię pokazywać swoje "prawdzie oblicze" :) To świetny sposób na rozluźnienie się! Nie ma to jak kilka głupich zdjęć, naprawdę! <3


Nie będę już więcej pisać. Powtórzę tylko zdanie, które słyszycie i czytacie bardzo często, a dla niektórych stało się całkowicie oklepane i bez znaczenia. Ale to jedna z najważniejszych zasad!

BĄDŹCIE SOBĄ - ZAWSZE!

Miłego dnia :)